Wakacje nad polskim morzem – Wyspa Sobieszewska

   Na te wakacje czekałam bardzo długo. Już od czerwca cierpliwie odliczałam dni. W tym roku na miejsce docelowe wybraliśmy polskie morze, a dokładnie Wyspę Sobieszewską. Cicha, spokojna okolica, blisko do Gdańska, piękne plaże, czego chcieć więcej :)? Wszystko zapowiadało się cudownie 🙂 Niestety, podróż nad morze nie obyła się bez przygód – w Toruniu przytrafiła się nam mała awaria auta i musieliśmy przesiąść się na autobus. I tak wakacje rozpoczęliśmy od przymusowego, szybkiego zwiedzania Torunia, a z planowanych 5 godzin podróży, przeciągnęło się do 11… Humor nadal dopisywał, bo przed nami była wizja tygodnia totalnego odpoczynku 🙂 Pierwszego dnia pogoda nie rozpieszczała – co prawda nie padało, ale było dość chłodno, dlatego ten dzień poświęcilimy na spacery i zwiedzanie wyspy 🙂

 

 

 

Na szczęście kolejne dni były już słoneczne, nie było co prawda upałów, ale słoneczko pięknie świeciło, wiatr lekko wiał – idealna pogoda do opalania 🙂 . Do południa odpoczywaliśmy na plaży – opalanie, kąpiel w morzu (bardziej krioterapia – woda w morzu miała zaledwie 18 stopni, co jednak nie znięchęciło nas od kąpieli :))

Popołudnia spędzaliśmy na zwiedzaniu. Udało nam się odwiedzić Gdynię, Sopot oraz Westerplatte. Szczególnie to ostatnie miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

Oczywiście wakacje wakacjami, ale nie obyło się bez aktywności – oprócz codziennych spacerów, udało mi się również wykonać kilka treningów biegowych. Co prawda bieganie po plaży niestety nie wyszło (brzeg był strasznie pochyły przez co biegało się strasznie ciężko), ale Wyspa oferowała piękne szlaki leśne, które idealnie sprawdzały się na przebieżki 🙂

I na koniec kilka słów o jedzeniu – tutaj totalny luz, zero zasad – dużo i niezdrowo 🙂 Totalne wakacje 🙂 Codziennie objadaliśmy się lodami, fast foodami, słodyczami. W Sobieszewie, jak w większości nadmorskich, małych wiosek, trudno o knajpki ze zdrowym jedzeniem – dominują kebaby i pizzerie. Niestety fast foody wyparły tradycyjną, nadmorską rybkę, którą ciężko było dostać ( nie mówię  tutaj o filecie utopionym w starym tłuszczu z dodatkiem frytek, bo z tym problemu nie było :)).

 Tydzień minął nie wiem kiedy. Udało mi się odpocząć (także od Internetu, ponieważ nasz domek był bardzo blisko lasu i Internet tam nie docierał :)) oraz trochę opalić. Jeśli szukacie cichego i spokojnego miejsca serdecznie polecam 🙂

 

Print Friendly, PDF & Email
Udostępnij:
Subskrybuj
Facebook
Google+
http://wzielonejkuchni.com/2017/08/wakacje-nad-polskim-morzem-wyspa-sobieszewska/
Twitter
Pinterest

Dodaj komentarz