Bullet Journal

Bullet Journal to moje główne wyzwanie na rok 2018. Już od jakiegoś czasu przymierzałam się do prowadzenia własnego, spersonalizowanego kalendarza, ale jakoś nigdy nie mogłam się zebrać, za to zawsze znajdowałam tysiąc wymówek dlaczego to nie jest dla mnie. I tak pewnego dnia trafiłam na blog Zenji, który zainspirował mnie do spróbowania swoich sił z nowoczesną kaligrafią (handlettering). Moje pismo nigdy nie było zachwycające, więc pomyślałam, że najwyższy czas to zmienić. I tak zaczęłam od skompletowania swojego zestawu brushpenów, notesów, farb, pędzli i innych przyborów. Wiem, tego typu rzeczy zupełnie nie są potrzebne na początku przygody, ale lepiej mieć niż nie mieć 🙂

  Początki, czyli jak to się zaczęło

Moja przygoda z Bullet Journal tak naprawdę zaczęła się od przesyłki ze Frannys’owego sklepiku, w której zawierała zeszyt ćwiczeń i brushpeny. Nie wiedziałam za bardzo co mogę z tym robić, jak ćwiczyć pismo, dlatego zaczęłam szukać inspiracji. (Tutaj polecam Instagram oraz Pinterest – znajdziecie tam mnóstwo ciekawych tutoriali, inspiracji, czy też szablonów do nauki). I tak szukając pomysłów na naukę handletteringu wpadłam na hasło Bullet Journal.

Masz tysiąc kalendarzy, po co Ci kolejny?

Taka myśl pojawiła się w mojej głowie, gdy natrętnie przeglądałam co kryje się pod hasłami #bulletjournal na Instagramie. Wszystko to było strasznie piękne i widać było tę pasję, z którą dziewczyny tworzą swoje bujo. Sama chciałam zacząć prowadzić własne Bullet Journal, ale odkryłam kilka problemów:

a) mam już mnóstwo kalendarzy, z których korzystałam max miesiąc i potem znikał w czeluściach szafki, zakup kolejnego notesu będzie stratą pieniędzy,

b) jestem totalnym beztaleńciem – nie potrafię pisać ani rysować tak pięknie jak te dziewczyny.

I to ostatnie zdanie wywołało sprzeciw w mojej głowie – skoro czegoś nie umiesz to musisz się po prostu nauczyć.

Pierwsza porażka

Kupiłam notes. Taśmy washi, więcej brushpenów. Przejrzałam Instagram, Pinterest. Usiadłam przy biurku i zaczęłam. Jak się potem okazało, nie był to najlepszy pomysł. Tak bardzo chciałam mieć swoje pierwsze bujo, że zapomniałam o podstawowej zasadzie – NAJPIERW PLANUJ POTEM DZIAŁAJ. Spontanicznie zaczęłam rozrysowywać wszystkie ciekawe pomysły, które znalazłam w internecie – tygodniówki, dniówki, trackery, dosłownie WSZYSTKO. Bez żadnego pomysłu, sensu. Zniechęciłam się po tygodniu, ponieważ to zupełnie nie było moje. Nie potrafiłam z niego korzystać, była to tylko sztuka dla sztuki.

I pierwszy sukces

Drugie podejście do Bullet Journalu było już bardziej przemyślane. Notes (dokładnie ten) kupiłam przed świętami. Zaplanowałam, że wraz z Nowym Rokiem, zacznę przygodę z Bujo. Zaczęłam się zastanawiać co musi się z nim znaleźć, jaki system planowania będzie dla mnie najlepszy, w czym Bullet Jorunal ma mi pomóc, jakie umiejętności rozwinąć i do czego będzie mi służył. Odpowiadając na te pytania, przygotowałam sobie mini spis treści i zabrałam się za tworzenie. Tym razem postanowiłam nie popełnić drugi raz tego samego błędu.

Co znajduje się w moim Bujo?
  •  Tradycyjnie – kalendarz na cały rok. W nim zaznaczyłam daty zjazdów na uczelni, święta i inne ważne daty.
  • Cele na rok 2018, Bucket list
  • Trackery – lista książek do przeczytania w 2018, lista filmów i seriali do obejrzenia
  • Plan na Koronę Półmaratonów (która jest moim celem bigowym na 2018r) oraz lista planowanych startów

To wszystko przygotowałam jeszcze przed początkiem roku. Dalsze rozpiski zamierzałam robić na bieżąco. Wybrałam system tygodniowy, tzn. rozpisuję na bieżąco każdy tydzień – zapisuję tam nie tylko spotkania, ale także treningi. Dodatkowo do każdego tygodnia dołączam habit tracker i w każdym tygodniu ćwiczę jakiś nowy zwyczaj 🙂 Ten system sprawdza się u mnie lepiej niż planowanie długoterminowe . W lutym zamierzam wprowadzić małą zmianę – do tygodniówek i habit trackerów zamierzam dodać plan oszczędzania 🙂 Zobaczymy co z tego wyjdzie 🙂

Trochę się dziś rozpisałam. Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca. Dzisiejszy wpis był troszkę chaotyczny (tak, wiem) i mało konretny (ale gdyby opowiadać bardziej szczegółowo to już na pewno nikt nie dotrwałby do końca), ale obiecuję, że następnym razem będzie już więcej konkretów.

Prowadzisz Bullet Journal? Może tak jak ja zaczęłaś dopiero w tym roku? Napisz do mnie, powymieniamy się doświadczeniami 🙂

 

Print Friendly, PDF & Email
Udostępnij:
Subskrybuj
Facebook
Google+
http://wzielonejkuchni.com/2018/01/bullet-journal/
Twitter
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *