Styczeń w Bullet Journal

Styczeń, styczeń i po styczniu. Czas na podsumowania, refleksje i rozliczenie z postanowień – czas na Styczeń w Bullet Journal. Muszę przyznać, że ten miesiąc mogę zaliczyć do wyjątkowo udanych 🙂 Nie przytrafiły mi się żadne smutne niespodzianki, udało mi się zrealizować jedno z postanowień noworocznych, a w zasadzie dwa: więcej warzyw w menu i 30 dni bez słodyczy 🙂 Pod względem treningów też wyszło całkiem nieźle – 126 przebiegniętych kilometrów, czyli tyle co zakładałam 🙂 I nawet udało mi się poprawić swoją szybkość 🙂

To był dobry miesiąc, ale nie uznałabym tego za dzieło przypadku czy szczęścia – to efekt ciężkiej pracy i dobrego planowania 🙂 Styczeń to pierwszy miesiąc, w którym zaczełam prowadzić bullet journal. Miesiąc, który dokładnie rozplanowałam, rozpisałam, ustaliłam cele i plan działania. Do tej pory wydawało mi się, że tego typu planowanie, zapisywanie to jedna wielka strata czasu. I tak ustalałam sobie co chce osiągnąć, potem o tym zapominałam, albo odpuszczałam z myślą, że przecież mogę zacząć od przyszłego miesiąca.

Dzięki Bullet Jouranl zrozumiałam, że działa to trochę inaczej – dużo łatwiej i ostatecznie dużeo efektywniej jest zapisywać wszystkie swoje plany i cele. Jeśli coś zapiszemy to jest bardzo duża szansa, że będzie to zrealizowane. Głupio przecież przed samym sobą się przyznać, że nie udało nam się nic zrobić z tego co założyliśmy. Natomiast jak przyjemnie jest odhaczać wykonane zadania 🙂

I właśnie to uczucie radości, które towarzyszyło przy odhaczaniu kolejnych zadań zmotywowało mnie do realizacji planu. Oczywiście, nie zrealizowałam w 100% wszystkiego co chciałam. Wynikało to jednak nie z lenistwa, ale z wielu różnych przyczyn, na które nie miałam większego wpływu. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że dałam z siebie wszystko 🙂

Wiecie dlaczego Wam o tym piszę? Żeby Was zachęcić do prowadzenia swojego BuJo 🙂 Wiem, że pewnie większość z Was myśli sobie, że to nie dla nich, nie mają na to czasu, że nie mają tych wszystkich notestów, długopisów i innych dziwnych rzeczy. Tak naprawdę to potrzebujecie tylko zeszyt, może być nawet zwykły zeszyt w kratkę, długopis, ołówek ( to pewnie większość z Was ma w domu :)). Jeśli chodzi o czas to, rzeczywiście, pierwsze podejście wymaga chwili spokoju, przemyślenia jak ten nasz Bujo ma wyglądać. Potem idzie już znacznie szybciej. Ja co niedzielę planuje sobie kolejny tydzień. Zajmuje mi to nie więcej niż 30, a pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu w tygodniu 🙂

W ramach inspiracji, pokażę Wam jak wyglądał Styczeń w Bullet Journal 🙂

Styczeń w Bullet Journal

Pierwsza strona – nie jest idealna, ale od czegoś trzeba było zacząć. Tutaj bardzo pomocny okazał się kalendarz miesięczny, który umożliwił mi szybkie analizowanie swoich treningów, wolnych dni.

Pierwsza tygodniówka. Osobiście ta forma planowania przemawia do mnie najbardziej. Lubię mieć widok na cały tydzień na jednej stronie.

Ta rozkładówka była dla mnie najbardziej użyteczna. Oprócz zadań na każdy dzień, zamieściłam tutaj również habit tracker, który mobilizował mnie to realizacji małych zadań każdego dnia 🙂

Tutaj również wersja z habit trackerem, ale był on już nie tak doskonały, ponieważ założyłam, że za wykonane zadanie będę rysować serduszko, a w efekcie gubiłam się, czy za dany dzień już rysowałam, czy też nie.

Tutaj kolejna wersja habit trackera, a rozkładówka dopasowana do nauki – po lewej stronie tabeli zapisywałam codzienne zadania, zaś prawa strona to plan zagadnień do opanowania.

I ostatnia, taka najbardziej nieprzemyślana, robiona na szybko. Dobrze misię z niej korzystało, ale wizualnie najmniej mi się podoba.

I to tyle 🙂 Może Wy też pochwalicie się swoimi plannerami :)? Piszcie do mnie 🙂

Print Friendly, PDF & Email
Udostępnij:
Subskrybuj
Facebook
Google+
http://wzielonejkuchni.com/2018/02/styczen-bullet-journal/
Twitter
Pinterest

Dodaj komentarz