Onico Gdynia Półmaraton

Ubiegły weekend upłynął pod znakiem Onico Gdynia Półmaraton. To kierwszy krok do zaplanowanej na ten rok Korony Półmaratonów Polskich 🙂 Przygotowania do startu zaczęłam już w styczniu. Plan był ambitny: przebiec dystans 21,097 km w czasie krótszym niż 2:14.

Pierwszy miesiąć przygotowań przebiegł fantastycznie. Udało mi się zrealizować założony plan, treningi sprawiały mi coraz więcej frajdy i dawały coraz więcej satysfakcji. I potem przeszedł luty a wraz z nim choroba, antybiotyki i spadek formy. Marzec – 3 tygodnie do startu, czas na powrót do formy ze stycznia. Na początku było ciężko, ale ostatni tydzień przed startem dawał nadzieję na przyzwoity wynik. Aż tu nagle w czwartek (3 dni przed półmaratonem) przyplątał mi się katar. I z dnia na dzień było coraz gorzej.

Ale nie poddajemy się. W sobotę rano zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy do Gdyni. Po drodze spotkaliśmy się z każdą porą roku – jesienią z deszczem i chłodnym wiatrem, następnie z zimą, której towarzyszyły ogromne zaspy, zasypane drogi i mroźny wiatr oraz z wiosną, błękitnym niebem i niestety mroźnym wiatrem.

Na szczęście wczesna wiosna zastała nas w Gdyni. Co prawda wiatr i mroźne powietrze wzbudzały strach przed jutrzejszym biegiem. I dodatkowo – coraz większy katar, ogólne rozbicie i ból gardła. Sobotni wieczór nie dawał nadziei na przyjemny bieg ( i przyznam szczerze martwiłam się, czy w ogóle uda mi się wystartować).

Onico Gdynia Półmaraton

Niedzielny poranek – co prawda obudziłam się z katarem, ale tak jakby już mniejszym. Samopoczucie też już się poprawiło. Co najważniejsze, poprawiła się także pogoda – słońce pięknie świeciło, niebo bez żadnej chmurki i wiatr znacznie się zmniejszył, choć nadal było dość zimno. Ubrałam się ciepło i ruszyliśmy na start.

Skwer Kościuszki – tłum radosnych biegaczy. Jedni się rozgrzewają, inni uzupełniają energię przed startem. W powietrzu można wyczuć radosną atmosferę. Za to właśnie uwielbiam starty – pomimo, że nikogo nie znasz czujesz się jak na przyjęciu wśród przyjaciół – wszyscy pomocni, życzliwi. Godzina do startu minęła mi na pogaduszkach, nawet nie wiem kiedy upłynął ten czas.

W końcu godzina zero. Ustawiłam się w strefie B3, tuż za pacemarkerami na 2:10. Nie wierzyłam, że uda mi się z nimi dobiec do końca, ale chciałam chociaż spróbować (katar nadal dawał o sobie znak, więc miałam świadomość, że może być ciężko).

Trasa okazała się bardzo przyjemna. Pierwsze 10 km upłynęło mi tak przyjemnie, że sama nie wiem kiedy ten czas minął. Miałam co prawda mały kryzys na 4km, ale szybko go pokonałam i można powiedzieć, że spokojnie dobiegłam do 10 km. Potem zaczęły się małe schody. Nadal trzymałam się grupy na 2:10, ale podbiegi i wiatr coraz bardziej dawały mi się we znaki. I tak do 18 km. Kolejny kilomter nie był przyjemny. Walka z głową, która chciała się już zatrzymać i odpuścić. Zwolniłam, trochę odpoczęłam i z nową energią wbiegłam w ostatnie 2 km. Choć wiało przeokropnie to trasa z widokiem na morze rekompensowała trud.

I końcu meta. Gdy udało mi się przekroczyć jej linię, łzy same zaczęły cisnąć mi się do oczu. Uczucie nie do opisania 🙂

W sobotę nie wierzyłam w to, że uda mi się dobiec, a życiówka już w ogóle była poza moim zasięgiem. A jednak się udało, czas: 02:10:12 🙂

Onico Gdynia Półmaraton to jak na razie najprzyjemniejszy start 🙂 Wspaniała organizacja, piękna trasa, cudowni kibice i pacemakerzy. Mam nadzieję, że uda mi się tam wrócić za rok 🙂 PS. Dziś ruszyły zapisy na Onico Gdynia Półmaraton 2019 🙂 Jeśli myślicie o starcie w przyszłym roku to gorąco polecam 🙂

 

Print Friendly, PDF & Email
Udostępnij:
Subskrybuj
Facebook
Google+
http://wzielonejkuchni.com/2018/03/onico-gdynia-polmaraton/
Twitter
Pinterest

Dodaj komentarz