Półmaraton Wałbrzyski – relacja z biegu

Najtrudniejszy półmaraton z Korony Półmaratonów Polskich za mną. Który to? Bez wątpienia Toyota Półmaraton Wałbrzyski  🙂 W ten weekend odbyła się jego 19 edycja, która zgromadziła rekordową liczbę osób. 

Półmaraton Wałbrzyski – relacja z biegu

Przed zapisaniem się na ten Półmaraton nie czytałam o nim opinii, uznałam, że nie ma co się uprzedzać 🙂 O tym, że jest to najtrudniejszy półmaraton z korony, dowiedziałam się dopiero na miejscu i sama poczułam, że może być ciężko także już na miejscu.

To, że jest to bieg trochę górski, z dużą ilością podbiegów to jedno. Dodatkowo temperatura powyżej 30 stopni i trasa… Pierwszy raz uczestniczyłam w półmaratonie, który składał się z dwóch pętli. W tym przypadku świadomość, że z tymi wszystkimi podbiegami trzeba zmierzyć się dwukrotnie wcale nie pomagała.

 Na plus

Pomagali za to kibice, którzy nie tylko dodawali otuchy na każdym z podbiegów, ale także umilali czas grając na instrumentach, opowiadając żarty, czy też po prostu częstując wodą. Jak ktoś chciał to wodą także oblewali i tutaj największą frajdę miały dzieciaki, które z radością biegały z butelkami i polewali biegaczy 🙂

Bardzo podobały mi się punkty odżywcze, które oferowały nie tylko wodę i izotoniki, ale również owoce (arbuzy uratowały mi życie) i pomidorki :).

Do Wałbrzycha przyjechaliśmy już w sobotę, dlatego także w sobotę odebraliśmy pakiet, ale bardzo fajnym rozwiązaniem jest możliwość odbioru pakietu także w niedzielę. Z tego co widziałam znaczna liczba uczestników odbierała swój pakiet właśnie w ten dzień. Biuro zawodów oraz wolontariusze także na plus 🙂

Dużym zaskoczeniem był dla mnie bardzo szybki start 🙂 Przeważnie są one bardzo porozciągane i osoby, które znajdują się w ostatniej turze czekają czasem nawet 20 minut na swoją kolej.

Dzień startu

Dzień półmaratonu zaczął się wyjątkowo przyjemnie. Słońce powoli wychodziło zza chmur, jednak co chwilę się za niego chowało. Dzień miał być upalny, ale jeszcze wtedy nic tego nie zapowiadało.

Zapowiadała się natomiast piękna katastrofa. W niedzielę rano, pijąc spokojnie kawę i relaksując się przed biegiem, uświadomiłam sobie, że nie mam… agrafek. Panika. Wbrew pozorom to chyba najważniejszy element wyposażenia każdego startującego biegacza. Jakoś ten numer startowy trzeba przecież przymocować. Oczywiście agrafki znalazłam w biurze zawodów, ale co się nastresowałam to moje 🙂

Bieg – co podbiegnę to i zbiegnę 🙂

Szczęśliwie udało mi się dotrzeć na Plac Magistracki. Start. Ponad 3000 osób ustawionych, oczekujących na walkę z pogodą i wzniesieniami. Na szczęście start odbył się bardzo szybko i nie miałam zbyt dużo czasu na zastanawianie się i panikę.

Miałam świadomość, że będzie ciężko, że nie biegam w takim terenie, dlatego będzie to dla mnie ogromnym wyzwaniem.

Pierwszy podbieg pojawił się już na 2 km. Jak się potem okazało był całkiem przyjemny 🙂 Po pierwsze był w cieniu, byli tam kibice dodający otuchy i zaraz za nim można było odpocząć w przyjemnym zbiegu.

Dużo gorzej wyglądał podbieg drugi – droga szybkiego ruchu, długa prosta, bez grama cienia. Niekończący się podbieg. Jeszcze w pierwszym okrążeniu udało mi się go pokonać i to nawet w całkiem dobrym tempie. Drugie okrążenie poszło zdecydowanie gorzej. Momentami musiałam przejść do marszu, co niestety odbiło się na czasie końcowym.

Trzeci podbieg był już znacznie łagodniejszy, ale to być może świadomość, że meta tuż tuż dodawała sił 🙂

Meta – marzyłam o niej już od 8 km. No dobra, marzyłam o tym, żeby przebiec ją drugi raz, bo pierwszy jej widok zwiastował jedynie koniec pierwszego okrążenia, które w porównaniu do drugiego było bułką z masłem.

Drugie okrążenie było naprawdę mega ciężki. Zmęczenie dawało we znaki, słońce świeciło coraz bardziej, a podbiegi wcale się nie zmniejszały. Nie wiem jakim cudem w końcu znalazłam się na mecie ostatecznej, ale wiem jedno: Wałbrzych totalnie mnie zniszczył. (Co nie zmienia faktu, że bardzo mi się tam podobało i wcale nie żałuję, że wystartowałam w tym biegu :)).

Toyota Półmaraton Wałbrzyski zapisze się w mojej pamięci jako jeden z najcięższych biegów, ale również jako jeden z najprzyjemniejszych. Myślę, że kiedyś jeszcze tam wrócę i poprawię wynik 🙂

Filmik z biegu –  Maratony polskie

Czytaj więcej – Półmaraton Gdynia

Buziaki,

Angelika

Print Friendly, PDF & Email
Udostępnij:
Subskrybuj
Facebook
Google+
http://wzielonejkuchni.com/2018/08/polmaraton-walbrzyski-relacja-z-biegu/
Twitter
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *