41. Półmaraton Lechitów

41. Półmaraton Lechitów za mną. Bieg pełen emocji, bólu, łez i odliczania do wymarzonego 21 kilometra. To był 4 bieg z cyklu Korony Półmaratonów Polskich. 4 i jeden z najtrudniejszych biegów, w jakich do tej pory startowałam. 

41. Półmaraton Lechitów

Dlaczego najtrudniejszy? Z pozoru wydawało się, że będzie łatwiej niż w Wałbrzychu. Miało być chłodniej, trasa miała być łatwiejsza, zapowiadało się dobrze. Jednak mały szczegół dość istotnie namieszał w moich wyobrażeniach i to przez niego marzenia dość boleśnie skonfrontowały się z rzeczywistością. Ale od początku.

41. Półmaraton Lechitów

Sobota w Gnieźnie

Weekend zapowiadał się pięknie. W Gnieźnie pogoda miała sprzyjać biegaczom – lekki wiatr, 17 stopni, słońce chowające się zza chmur. I tak było w sobotę – dzień przed startem.  Przy takiej przyjemnej pogodzie udało nam się pozwiedzać Gniezno, poszwędać się po mieście, odebrać pakiet i zrelaksować się przed startem.

41. Półmaraton Lechitów

Niedziela. Dzień startu. Tradycyjne przedstartowe śniadanie – bułka z domowym dżemem jabłkowym, domowa drożdżówka, kawałek czekolady i kawa – tradycyjna z mlekiem.

Potem przygotowania do biegu. Szykowanie stroju, numeru startowego, jedzenia, słuchawek, picia. Oczywiście nie obyło się bez wpadek. Tym razem miałam już agrafki (zdarzenie z Wałbrzycha), ale zapomniałam o saszetce, w którą pakowałam jedzenie na bieg. Oczywiście trzeba było dokupić na miejscu. Koszt – 59 zł.

41. Półmaraton Lechitów

Półmaraton Lechitów to dla mnie pierwszy bieg, w którym start znajduje się w zupełnie innej miejscowości  niż meta. Tutaj nie kręcimy się po mieście, zwiedzając jego zabytki. W Gnieźnie, a dokładniej 14 km od Gniezna, musimy po prostu do niego dotrzeć, dobiec na Plac św. Wojciecha o własnych siłach.

Trasa nie jest co prawda ta trudna jak w Wałbrzychu, jednak już chyba wolę podbiegi niż niekończące się pola i smutek asfaltowej drogi, bez zabudowań, bez oznak życia.

Niestety tutaj jednak nie miałam wyboru. Musiałam zmierzyć się z tym dystansem i tą trasą. Na początku było nawet całkiem łatwo. Udawało mi się utrzymywać stałe tempo, biegło mi się dość przyjemnie. Problem rozpoczął się mniej więcej od 14 km, dokładnie po 2/3 dystansu.

Tutaj pojawił się ból, z którym walczę już od ponad roku. Bezskutecznie. Ból sprawił, że musiałam zwolnić, czasem się zatrzymać i odpocząć. Chciałam nawet się poddać, ale ostatecznie porzuciłam (na szczęście) tę myśl. Dobiegłam do końca, bijąc się z myślami, tłumacząc sobie, że ograniczenia są tylko w głowie. Pomagało.

Walka trwała do 20 km. Gdy już widziałam metę, emocje wzięły górę i zapomniałam o bólu. Szczęśliwie udało mi się dotrzeć do końca i odebrać upragniony medal.

 Podziękowania

Nie udało by się to gdyby nie cudowni Wolontariusze i kibice, którzy uratowali mnie w chwilach zwątpienia i rezygnacji.

Bieg zaliczam do tych trudnych, ale będę go bardzo dobrze wspominać. Myślę, że jeszcze kiedyś tam wrócę aby poprawić czas 🙂

Zachęcam Was do obejrzenia relacji wideo na portalu Maratony Polskie 🙂

Buziaki,

Angelika

Czytaj więcej – relacja portalu Maratony Polskie

 

Print Friendly, PDF & Email
Udostępnij:
Subskrybuj
Facebook
Google+
https://wzielonejkuchni.com/2018/09/41-polmaraton-lechitow/
Twitter
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *